Kategoria: Retrospektywa Ralpha Bakshiego
Prowokator, obrazoburca, absolutny kultowiec i jeden z najciekawszych animatorów w historii amerykańskiego kina. Ralph Bakshi całą karierę zbudował na jednym założeniu: że kreska może wszystko to, co kamera – tylko bardziej. Prowokował, szokował i przekraczał granice, tworząc animowane filmy dla dorosłych w czasach, gdy samo zestawienie słów „animacja” i „dorośli” brzmiało jak oksymoron albo powód do wezwania policji obyczajowej. Wychowanek nowojorskiego Brownsville, który zaczynał od taśmowej produkcji kreskówek w podupadającym studiu Terrytoons, przemycił do amerykańskiej animacji wszystko, czego panicznie bała się korporacyjna machina Disneya: seks, przemoc, politykę, rasowe napięcia i brud wielkomiejskiej ulicy. A kolejne pokolenia widzów fascynuje do dziś – zarówno łamiącymi tabu treściami, jak i technikami, które wyprzedzały swoje czasy o dekady: łączeniem animacji z materiałami aktorskimi, fotograficznymi tłami i rotoskopią doprowadzoną do rangi sztuki.
Jego rekordy mówią same za siebie. Pierwszy w historii kina pełnometrażowy film animowany z kategorią X – zarezerwowaną wcześniej dla produkcji, nazwijmy to, „instruktażowych” – czyli „Kot Fritz”, który zamiast zniknąć pod ciężarem skandalu, zarobił dziesiątki milionów i otworzył animacji drzwi do dorosłości. Pierwsza ekranizacja trylogii Tolkiena – animowany „Władca Pierścieni” z 1978 roku, bez którego filmy Petera Jacksona wyglądałaby inaczej (Jackson przyznaje to zresztą otwarcie). No i tysiące oskarżeń o demoralizowanie widzów, które Bakshi kolekcjonował z dumą godną orderów: protestowali konserwatyści, protestowali liberałowie, protestował nawet Robert Crumb, autor komiksowego pierwowzoru o „Kocie Fritzu” – a filmy i tak przechodziły do historii.
Podczas tegorocznej edycji Octopusa składamy hołd temu niezwykłemu twórcy retrospektywą obejmującą pełne spektrum jego szaleństwa. Zobaczycie kultowego „Kota Fritza”, od którego wszystko się zaczęło; „Władcę Pierścieni”, czyli Śródziemie w wersji sprzed ery CGI, malowane rotoskopią i ambicją większą niż budżet; „Amerykańską muzykę pop” – rozpisaną na dekady opowieść o historii USA nuconą do rytmu kolejnych muzycznych rewolucji; oraz „Coonskin”, najbardziej niebezpieczny i najbardziej niezrozumiany film w jego dorobku – bezlitosną satyrę rasową, którą oprotestowano przed premierą, a która dziś broni się jako jedno z najodważniejszych dzieł amerykańskiego kina lat siedemdziesiątych.
