Kategoria: I’m in
Hakerzy fascynowali twórców filmowych od momentu, w którym się pojawili – ale kino nigdy do końca nie wiedziało, jak o nich opowiadać. I trudno się dziwić: jak przedstawić kogoś, kto z definicji się ukrywa? Jak sfilmować pracę, która polega na wpatrywaniu się w ekran? Kino próbowało wszystkiego: wirtualnych lotów przez neonowe tunele danych i palców tańczących po klawiaturze w tempie uniemożliwiającym napisanie czegokolwiek. Efekty bywały komiczne, bywały bardzo interesujące – a najczęściej jedno i drugie naraz. I właśnie ta niejednoznaczność czyni kino hakerskie tak rozkosznym: to gatunek, w którym prawda o technologii zawsze przegrywała z fantazją o niej.
