Kategoria: Eurosleaze!
Rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przyniosła nie tylko poluźnienie norm dotyczących kontaktów pozamałżeńskich i ułatwienie dostępu do antykoncepcji, ale też setki filmów, które w lepszy lub gorszy sposób przenosiły jej zdobycze na ekran. Podczas gdy Bergman i Antonioni rozbierali swoich bohaterów z powagą godną seminarium filozoficznego, na drugim biegunie europejskiego kina działa się rzecz znacznie ciekawsza: całe zastępy reżyserów odkryły, że wyzwolona erotyka i kino eksploatacji pasują do siebie jak trumna i aksamitne obicie. Podczas tegorocznej edycji Octopusa nie skupimy się więc na twórcach wyzwolonego kina artystycznego, ale na tych, którzy ochoczo mieszali nagość z grozą, sen z jawą i wysoką stylizację z niskimi pobudkami – i którym zawdzięczamy jeden z najprzyjemniejszych grzesznych sekretów historii kina.
To dzięki reżyserom takim jak Jesús Franco, Jean Rollin czy Tinto Brass narodził się gatunek znany dzisiaj jako Eurosleaze: filmy, o których Wasz wąsaty wujek powiedziałby z błyskiem w oku, że „momenty były”, a w których erotyka szła pod rękę z oniryzmem, gotykiem i czystą gatunkową przyjemnością. Wampirzyce uwodzące ofiary w słonecznym Stambule, hrabiny o nieskończonym zapasie czasu i sukien, zamki na odludziu, w których o północy zbierają się bardzo ekskluzywne kluby – logika snu zamiast logiki scenariusza, atmosfera zamiast tempa, ciało zamiast psychologii. Choć większość tych filmów operuje kiczem, a ich fabuły bywają co najwyżej pretekstowe, właśnie w tym tkwi ich nieprzemijający urok: to kino czystej zmysłowości, wyzwolone z obowiązku opowiadania i oddane bez reszty patrzeniu.
