Cykle
Poniżej znajduje się lista cykli, które będą wyświetlane podczas tegorocznej edycji Festiwalu.
Konkurs Główny
Konkurs Główny to serce Octopusa: miejsce, w którym co roku sprawdzamy puls światowego kina gatunkowego. Zasady są proste i od lat niezmienne – szukamy filmów najciekawszych, najodważniejszych i najlepszych, przeczesując festiwale od Rotterdamu po Sitges, od Berlinale po Fantastic Fest, a do konkursu trafiają wyłącznie tytuły, które nie były wcześniej pokazywane w polskich kinach i na platformach VOD.
Gatunkowa mapa konkursu nie zna granic: horror sąsiaduje tu z science fiction, thriller z czarną komedią, kino akcji z tytułami, które wymykają się wszelkim szufladkom. I właśnie dlatego je kochamy. Każdy tytuł konkursowy prezentujemy aż na trzech seansach, więc nawet najbardziej napięty festiwalowy grafik nie będzie wymówką.
Najważniejsze zostawiamy jednak Wam: to Wy, widzowie, ponownie wybierzecie najlepszy film Konkursu Głównego.
Octopus Shorts
Blisko trzysta zgłoszeń z całego świata, od Japonii po Kolumbię – i poziom tak wysoki, że tegoroczna selekcja była prawdziwą katorgą (przyjemną, ale jednak katorgą). Międzynarodowy Konkurs Filmów Krótkometrażowych Octopus Shorts powraca na Octopus Film Festival – a wraz z nim najlepszy dowód na to, że krótki metraż to nie poczekalnia przed „prawdziwym” kinem, tylko osobna, dzika planeta, na której twórcy pozwalają sobie na wszystko to, na co pełny metraż bywa zbyt ostrożny. Trzydzieści minut albo mniej, zero kompromisów, maksimum pomysłu: oto kino w stanie skoncentrowanym.
W tym roku do konkursu trafiło 31 filmów, a wśród nich dosłownie wszystko: krwawe horrory, szalone komedie i bezczelne formalne eksperymenty. Żeby ułatwić Wam nawigację po tym szaleństwie, pogrupowaliśmy je w pięć wyrazistych sekcji tematycznych.
Retrospektywa Fabia Testiego
Są aktorzy, których kariery opowiadają historię całego kina. Fabio Testi jest jednym z nich. Zaczynał jako kaskader i statysta na planach spaghetti westernów kręconych w Weronie i Almerii (przemyka między innymi przez „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” Sergia Leone), by w ciągu kilku lat wspiąć się na sam szczyt: zostać jednym z największych amantów włoskiego kina lat siedemdziesiątych i twarzą epoki, w której europejskie kino gatunkowe przeżywało swój złoty wiek. Metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, rysy jak z rzymskiej rzeźby i fizyczna brawura z kaskaderskiej przeszłości – Testi był aktorem wprost stworzonym dla najbardziej prężnie działającej europejskiej kinematografii.
Jego filmografia to przekrój przez wszystko, co we włoskim (i nie tylko włoskim) kinie tamtej dekady najlepsze. Grał u Vittoria De Siki w oscarowym „Ogrodzie Finzi-Continich”, u Lucia Fulciego w brutalnym westernie „Czterech jeźdźców Apokalipsy”, u Sergia Sollimy w policyjnym „Rewolwerze”, w klasyku giallo „What Have You Done to Solange?” Massima Dallamano i w rozdzierającym „Najważniejsze to kochać” Andrzeja Żuławskiego – u boku Romy Schneider, w filmie, który polskiemu reżyserowi przyniósł status legendy kina europejskiego. Spaghetti westerny, gialla, poliziotteschi, melodramaty i kino artystyczne najwyższej próby: niewielu aktorów może pochwalić się rozpiętością, w której sąsiadują ze sobą De Sica i Fulci, a każde z tych spotkań wypada wiarygodnie.
O tym, że legenda Testiego wciąż działa na wyobraźnię twórców, najlepiej świadczy „Błysk diamentu śmierci” – przepiękny filmowy hołd, jaki w zeszłym roku złożyli mu Hélène Cattet i Bruno Forzani, obsadzając go w roli emerytowanego agenta rozliczającego się z własnym mitem (film prezentowaliśmy w Konkursie Głównym, gdzie oczarował publiczność). Trudno o piękniejszą klamrę: twórcy zakochani we włoskim kinie gatunkowym lat siedemdziesiątych oddali cześć człowiekowi, który był jego żywym uosobieniem.
Fabio Testi przyjedzie na Octopusa 2026, by odebrać Atramentową Mackę za całokształt twórczości i spotkać się z polskimi widzami. Towarzyszyć mu będzie retrospektywa pięciu filmów z jego przepastnej filmografii: zobaczycie „Czterech jeźdźców Apokalipsy”, „Rewolwer”, „What Have You Done to Solange?”, „Błysk diamentu śmierci” i „Najważniejsze to kochać”. Od Dzikiego Zachodu przez rzymskie komisariaty i zakrwawione szkolne korytarze aż po wielką miłość i wielkie kino – oto pięć twarzy jednego z ostatnich prawdziwych gwiazdorów europejskiego kina. Nie przegapcie okazji, by zobaczyć je na wielkim ekranie. I by uścisnąć dłoń, która ściskała rewolwery u Sergia Leonego.
Down Under – cykl kina gatunkowego z Australii i Nowej Zelandii
Kina gatunkowego z Antypodów nigdy dość! W poprzednich latach zapraszaliśmy Was na cykl Ozploitation i retrospektywę Briana Trencharda-Smitha. W tym roku idziemy o krok dalej: łączymy siły z Fantastic Film Festival Australia i Umbrella Entertainment – największym australijskim dystrybutorem kina gatunkowego i instytucją zasłużoną dla ratowania antypodyjskich klasyków od zapomnienia – by zabrać Was w podróż na drugą półkulę. I nie musicie się nawet bać o kosmiczne temperatury i jadowite pająki, bo fizycznie zostaniemy w Gdańsku.
Australijską reprezentację otwiera „Na krańcu świata” – hipnotyczna opowieść o szaleństwie, alkoholu i przemocy, uznawana za jedno z arcydzieł tamtejszej kinematografii; film, który przez dekady uchodził za zaginiony, a dziś poraża z siłą, jakiej pozazdrościć może mu większość współczesnych horrorów (choć formalnie horrorem nie jest). Obok niego „Stone”, motocyklowy thriller z prawdziwymi gangami w obsadzie, który utorował drogę „Mad Maxowi”, a także „Body Melt” – satyryczny horror cielesny, w którym australijskie przedmieścia dosłownie się rozpuszczają.
Nowa Zelandia odpowiada zestawem równie mocnym: „The Quiet Earth” to kameralna, filozoficzna opowieść o końcu świata i jedno z najwybitniejszych science fiction lat osiemdziesiątych; „Śmiertelna obsesja” – pierwszy nowozelandzki horror kinowy z szeroką dystrybucją w Stanach, przecierający szlaki młodemu Peterowi Jacksonowi (efekty robił przyszły założyciel Weta Workshop!); a „Angel Mine” – surrealistyczny, neonowy debiut sfinansowany, ku zgrozie konserwatystów, z publicznych pieniędzy.
Sześć filmów, dwa kraje, jedna wspólna cecha: kino robione na przekór wszystkiemu – budżetom, przyzwoitości i prawom rynku – za to z energią, jakiej mogłaby pozazdrościć niejedna wielka kinematografia.
I’m in
Hakerzy fascynowali twórców filmowych od momentu, w którym się pojawili – ale kino nigdy do końca nie wiedziało, jak o nich opowiadać. I trudno się dziwić: jak przedstawić kogoś, kto z definicji się ukrywa? Jak sfilmować pracę, która polega na wpatrywaniu się w ekran? Kino próbowało wszystkiego: wirtualnych lotów przez neonowe tunele danych i palców tańczących po klawiaturze w tempie uniemożliwiającym napisanie czegokolwiek. Efekty bywały komiczne, bywały bardzo interesujące – a najczęściej jedno i drugie naraz. I właśnie ta niejednoznaczność czyni kino hakerskie tak rozkosznym: to gatunek, w którym prawda o technologii zawsze przegrywała z fantazją o niej.
Retrospektywa Cynthii Rothrock
Kino akcji lat osiemdziesiątych kojarzy się dzisiaj przede wszystkim z mężczyznami umięśnionymi do granic przyzwoitości – oraz ze sprowadzaniem kobiet do roli dekoracji, którą trzeba co najwyżej uratować z rąk złoczyńcy. W tym testosteronowym świecie była jednak ona: Cynthia Rothrock. Królowa karate i polskich wypożyczalni VHS. Pierwsza biała kobieta w głównej roli w hongkońskim filmie akcji. Pierwsza kobieta na okładkach magazynów o sztukach walki. Pięciokrotna mistrzyni świata władająca bronią tak egzotyczną, że część jej arsenału nie ma nawet polskich nazw. Żywa inspiracja dla postaci Sonyi Blade z „Mortal Kombat”. Moglibyśmy tak wymieniać długo – ale wolimy pokazać Wam to na ekranie.
Jej kariera to scenariusz, którego nie wymyśliłby żaden hollywoodzki producent, bo uznałby go za zbyt nieprawdopodobny. Amerykańska mistrzyni sztuk walki zostaje odkryta przez łowców talentów ze studia Golden Harvest i wyjeżdża do Hongkongu, gdzie – nie znając ani słowa po kantońsku – zostaje gwiazdą tamtejszego kina kopanego: debiutuje u boku Michelle Yeoh w przełomowym „Yes, Madam!”, współtworzy nurt „girls with guns” i wymienia ciosy z największymi legendami gatunku w czasach, gdy hongkońscy kaskaderzy naprawdę przelatywali przez szyby. Dopiero stamtąd, w glorii chwały, wraca do Stanów – gdzie Hollywood, kopiując wschodnie wzorce, czyni z niej królową amerykańskiego kina akcji ery VHS.
Cynthia Rothrock przyjedzie na Octopusa 2026, by odebrać Atramentową Mackę za całokształt twórczości, spotkać się z publicznością i opowiedzieć o swojej fascynującej karierze po obu stronach Pacyfiku (a przy okazji może też kogoś kopnąć z półobrotu; ochotników prosimy o ustawianie się w kolejce na własną odpowiedzialność).
Ośmiorniczki
Miłość do kina gatunkowego najlepiej zaszczepiać od najmłodszych lat – w końcu nikt nie rodzi się od razu fanem włoskiego giallo. I choć spora część naszego programu to bezeceństwa, na które bez dowodu osobistego nie wpuszczamy, Octopus od lat pamięta również o widzach, którym do pełnoletności brakuje jeszcze kilku edycji festiwalu. W ramach cyklu „Ośmiorniczki” zapraszamy na cztery pokazy przygotowane z myślą o najmłodszej publiczności: starannie wybrane, pełne przygód i ani przez chwilę nietraktujące młodego widza z góry. Bo dobre kino gatunkowe dla dzieci to po prostu dobre kino – tyle że z niższą średnią wieku na sali.
VHS Hell
Cykl, od którego wszystko się zaczęło. VHS Hell powraca na Octopusa z trzema pokazami, a każdy z nich zaprezentujemy w innej formule.
Midnight Movies
Midnight movie to instytucja stara jak samo kino kultowe: filmy zbyt dziwne, zbyt odjechane i zbyt niebezpieczne dla przyzwoitych godzin seansowych, które na klasycznych festiwalach pokazuje się o północy – gdy widownia jest już odpowiednio rozgrzana, a granice dobrego smaku dawno śpią. My podchodzimy do sprawy po swojemu: te same filmy prezentujemy w porze obiadu, więc w sekcji Midnight Movies naprawdę odpinamy wrotki. Możecie więc być pewni, że w sekcji Midnight Movies znajdziecie rzeczy wymykające się wszelkim schematom – w tym schematowi dobowemu.
Pokazy specjalne
Spotkania i wykłady
Eurosleaze!
Rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przyniosła nie tylko poluźnienie norm dotyczących kontaktów pozamałżeńskich i ułatwienie dostępu do antykoncepcji, ale też setki filmów, które w lepszy lub gorszy sposób przenosiły jej zdobycze na ekran. Podczas gdy Bergman i Antonioni rozbierali swoich bohaterów z powagą godną seminarium filozoficznego, na drugim biegunie europejskiego kina działa się rzecz znacznie ciekawsza: całe zastępy reżyserów odkryły, że wyzwolona erotyka i kino eksploatacji pasują do siebie jak trumna i aksamitne obicie. Podczas tegorocznej edycji Octopusa nie skupimy się więc na twórcach wyzwolonego kina artystycznego, ale na tych, którzy ochoczo mieszali nagość z grozą, sen z jawą i wysoką stylizację z niskimi pobudkami – i którym zawdzięczamy jeden z najprzyjemniejszych grzesznych sekretów historii kina.
To dzięki reżyserom takim jak Jesús Franco, Jean Rollin czy Tinto Brass narodził się gatunek znany dzisiaj jako Eurosleaze: filmy, o których Wasz wąsaty wujek powiedziałby z błyskiem w oku, że „momenty były”, a w których erotyka szła pod rękę z oniryzmem, gotykiem i czystą gatunkową przyjemnością. Wampirzyce uwodzące ofiary w słonecznym Stambule, hrabiny o nieskończonym zapasie czasu i sukien, zamki na odludziu, w których o północy zbierają się bardzo ekskluzywne kluby – logika snu zamiast logiki scenariusza, atmosfera zamiast tempa, ciało zamiast psychologii. Choć większość tych filmów operuje kiczem, a ich fabuły bywają co najwyżej pretekstowe, właśnie w tym tkwi ich nieprzemijający urok: to kino czystej zmysłowości, wyzwolone z obowiązku opowiadania i oddane bez reszty patrzeniu.
U.F.O., czyli Niezidentyfikowany Obiekt Filmawkowy
Dziwne kształty na niebie. Istoty widziane na odludziu w środku nocy. Nieziemskie odgłosy, świetlne formacje poruszające się wbrew prawom fizyki i statki powietrzne nieprzypominające niczego, co mógłby zbudować człowiek. Odkąd tylko bracia Lumière nauczyli obrazy się ruszać, kino zadaje pytanie, które ludzkość zadawała sobie na długo przed wynalezieniem kamery: czy jesteśmy sami? A jeśli nie – to kto (i po co) nas odwiedza? Perspektywa istnienia pozaziemskich form życia fascynowała filmowców od zawsze, dostarczając ekranowi cudów i koszmarów w proporcjach idealnie odzwierciedlających nasze własne nadzieje i lęki.
W tym roku Octopus łączy siły z Filmawką – i z tego bliskiego spotkania dwóch cywilizacji filmowych rodzi się autorska sekcja poświęcona najciekawszym i najbardziej niezapomnianym filmom o UFO w historii kina. Program to prawdziwa mapa nieba: od pacyfistycznego klasyka zimnowojennej fantastyki „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, przez monumentalne „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga aż po „Uprowadzenie”, paranoiczny zapis najsłynniejszego przypadku porwania w dziejach ufologii.
Klasyki w 4K
Kochamy VHS-y miłością dozgonną i bezwarunkową, ale nawet my musimy uczciwie przyznać: arcydzieła kina gatunkowego świetnie ogląda się również na wielkim ekranie, w zremasterowanych, ostrych jak brzytwa kopiach, w których widać każdą kroplę sztucznej krwi i każde źdźbło nostalgii. Miło nam więc ogłosić, że Klasyki w 4K powracają na tegoroczną edycję Octopusa – sekcja, w której technologia XXI wieku służy wyłącznie temu, by kino minionych dekad lśniło pełnym blaskiem.
Dokumenty o historii kina
W przerwie od gatunkowych szaleństw zapraszamy Was na solidną porcję wiedzy historycznej – czyli na dokumenty o historii kina! To już festiwalowa tradycja: między seansami, na których krew leje się strumieniami, warto usiąść i posłuchać opowieści o tym, skąd to wszystko się wzięło. Bo historia kina gatunkowego to kopalnia fabuł, przy których niejeden scenariusz wysiada – pełna ekscentryków, wizjonerów, zapomnianych legend i zbiegów okoliczności tak nieprawdopodobnych, że żaden producent by ich nie kupił. A jednak wydarzyły się naprawdę.
Zaprezentujemy trzy filmy reprezentujące trzy epoki, które udowadniają, że kino to nie tylko to, co na ekranie – to także ludzie, obsesje i przypadki, które sprawiły, że w ogóle mamy co oglądać. Po tych seansach wyjdziecie mądrzejsi. A potem możecie wrócić na bezeceństwa już z czystym sumieniem.
Potwory z szafy
Cykl „Potwory z szafy” to więcej niż pokazy filmowe – to pełnoprawne widowiska, w których seans poprzedzają performansy drag i prelekcje przybliżające queerowe konteksty kina gatunkowego. Na scenie i na ekranie: kamp, brokat, groza i wspólnota, czyli wszystko, co w kinie (i w życiu) najlepsze.
Industry
Sekcja Octopus Industry tworzona jest we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej, operatorem Gdańskiego Funduszu Filmowego.
Retrospektywa Ralpha Bakshiego
Prowokator, obrazoburca, absolutny kultowiec i jeden z najciekawszych animatorów w historii amerykańskiego kina. Ralph Bakshi całą karierę zbudował na jednym założeniu: że kreska może wszystko to, co kamera – tylko bardziej. Prowokował, szokował i przekraczał granice, tworząc animowane filmy dla dorosłych w czasach, gdy samo zestawienie słów „animacja” i „dorośli” brzmiało jak oksymoron albo powód do wezwania policji obyczajowej. Wychowanek nowojorskiego Brownsville, który zaczynał od taśmowej produkcji kreskówek w podupadającym studiu Terrytoons, przemycił do amerykańskiej animacji wszystko, czego panicznie bała się korporacyjna machina Disneya: seks, przemoc, politykę, rasowe napięcia i brud wielkomiejskiej ulicy. A kolejne pokolenia widzów fascynuje do dziś – zarówno łamiącymi tabu treściami, jak i technikami, które wyprzedzały swoje czasy o dekady: łączeniem animacji z materiałami aktorskimi, fotograficznymi tłami i rotoskopią doprowadzoną do rangi sztuki.
Jego rekordy mówią same za siebie. Pierwszy w historii kina pełnometrażowy film animowany z kategorią X – zarezerwowaną wcześniej dla produkcji, nazwijmy to, „instruktażowych” – czyli „Kot Fritz”, który zamiast zniknąć pod ciężarem skandalu, zarobił dziesiątki milionów i otworzył animacji drzwi do dorosłości. Pierwsza ekranizacja trylogii Tolkiena – animowany „Władca Pierścieni” z 1978 roku, bez którego filmy Petera Jacksona wyglądałaby inaczej (Jackson przyznaje to zresztą otwarcie). No i tysiące oskarżeń o demoralizowanie widzów, które Bakshi kolekcjonował z dumą godną orderów: protestowali konserwatyści, protestowali liberałowie, protestował nawet Robert Crumb, autor komiksowego pierwowzoru o „Kocie Fritzu” – a filmy i tak przechodziły do historii.
Podczas tegorocznej edycji Octopusa składamy hołd temu niezwykłemu twórcy retrospektywą obejmującą pełne spektrum jego szaleństwa. Zobaczycie kultowego „Kota Fritza”, od którego wszystko się zaczęło; „Władcę Pierścieni”, czyli Śródziemie w wersji sprzed ery CGI, malowane rotoskopią i ambicją większą niż budżet; „Amerykańską muzykę pop” – rozpisaną na dekady opowieść o historii USA nuconą do rytmu kolejnych muzycznych rewolucji; oraz „Coonskin”, najbardziej niebezpieczny i najbardziej niezrozumiany film w jego dorobku – bezlitosną satyrę rasową, którą oprotestowano przed premierą, a która dziś broni się jako jedno z najodważniejszych dzieł amerykańskiego kina lat siedemdziesiątych.
